|
Bolesław Szabelski (1896-1979)
Skomponowana w 1936 roku jako ostatnia część suity, a wykonana w maju 1937, była w latach 40. najbardziej znanym i cenionym utworem kompozytora. Praktyka wykonawcza z czasem ustanowiła ją samodzielną kompozycją. Pierwsze wykonanie Toccaty poza granicami Polski odbyło się 18 kwietnia 1948 roku pod dyrekcją Zdzisława Górzyńskiego podczas III Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Praska Wiosna. Bogusław Szabelski urodził się w 1896 roku na lubelszczyźnie. Po studiach kompozycji u K. Szymanowskiego i organów u M. Surzyńskiego w konserwatorium warszawskim, K. Szymanowski w 1929. polecił go jako pedagoga do otwieranego w Katowicach konserwatorium, dzisiejszej Akademii Muzycznej. Renomę kompozytora na skalę krajową zaczął zdobywać w drugiej połowie lat 40. Grzegorz Fitelberg, prowadzący wówczas katowicką Wielką Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia, włączał jego kompozycje do repertuaru zespołu. Bolesław Szabelski utrzymywał kontakty m.in. z francuską kompozytorką i pedagogiem Nadią Boulanger, a także z działającym w USA Leopoldem Stokowskim, który wykonał m.in. Toccatę w USA. Jednak władze PRL nie godziły się na zagraniczne wyjazdy kompozytora. Nie mógł więc osobiście prezentować swoich utworów. Okres największej popularności Bolesława Szabelskiego rozpoczął się w drugiej połowie lat 50. Prezentowane na MFMW Warszawska Jesień awangardowe kompozycje wywoływały u publiczności zachwyt swoją żywiołowością. Na Śląsku, gdzie mieszkał i komponował do końca życia, stał się znany jako wirtuoz gry na organach, wybitny kompozytor, serdeczny dla studentów pedagog. Bolesław Szabelski to jeden z najbardziej znaczących polskich kompozytorów współczesnych, którego twórczość jest stylistycznie bardzo zróżnicowana. Znajdziemy w niej utwory neoklasyczne, nawiązania do muzyki baroku, oraz wykorzystywanie nowoczesnych technik, m.in. dodekafonii. Toccatę z Suity na orkiestrę op. 10 cechuje ciekawa instrumentacja, wydobywająca kolorystykę orkiestrową, przejrzysta budowa, witalizm poprzez zastosowanie m.in. rytmiki synkopowanej oraz powtarzanego ruchu szesnastkowego. Muzykolog Adam Mitscha, gdy Bogusława Szabelskiego przyjęto do Związku Kompozytorów Polskich, pisał o utworze: „Świetna Toccata stanowi wspaniałe zakończenie Suity.(...) Żywioł, pęd, siła! Wielki talent! Imponujący swą rozpiętością i wszechstronnością”.
Michał Spisak (1914 - 1965)
Koncert na fortepian i orkiestrę skomponowany w 1947 roku przez uznanego już wówczas kompozytora emanuje pozytywną energią, która wynika z impulsywnej motoryki, a także wyrazistej harmonii oraz zdyscyplinowanego podejścia do techniki kompozytorskiej. „Celem mojego życia jest tylko muzyka, o tym wiesz. Jeśli komukolwiek jeden takt, jedna sekunda mojej muzyki sprawi przyjemność, to już jest dla mnie wielkie szczęście” – pisał Michał Spisak w jednym z listów do Seweryna Różyckiego. Fascynacja muzyką przeprowadziła go przez studia wiolinistyczne oraz kompozycji w Śląskim Konserwatorium Muzycznym w Katowicach i doprowadziła do stolicy Francji, gdzie stał się kompozytorem paryskiej awangardy. Lecz zanim do tego doszło, wybrał na przewodnika Kazimierza Sikorskiego, do którego jeździł regularnie w latach 1936 i 1937 do Warszawy na prywatne lekcje. Mimo niepełnosprawności po przebytej w dzieciństwie chorobie Heinego-Medina, skoncentrowany na muzyce, ukończył studia z dwuletnim wyprzedzeniem i odznaczeniem. Konsekwencją było stypendium na dalsze studia kompozytorskie w Paryżu ufundowane przez Śląskie Towarzystwo Muzyczne. W wieku 23 lat, rozpoczynając studia w paryskim konserwatorium u Nadii Boulanger, najsłynniejszego w XX wieku autorytetu w dziedzinie nauczania kompozycji, polifonii, muzykologii, wykonawstwa i interpretacji dzieł instrumentalnych, z dyrygenturą symfoniczną włącznie, nie przypuszczał, że wybuch II wojny światowej zatrzyma go we Francji a ona stanie się jego drugą ojczyzną, podobnie jak dla jego przyjaciela, Aleksandra Tansmana. Nadia Boulanger, niezwykła osobowość muzyczna, była jego mentorem. Już po roku jego studiów dyrygowała pierwszymi paryskimi utworami Michała Spisaka. Dzięki jej staraniom przedłużono stypendium młodemu kompozytorowi. Po latach pisała o swoim ulubionym uczniu: „Jego myśl twórcza, mimo iż wyrażała się w sposób ogólnie przyjęty przez epokę, miała swój indywidualny charakter, co wypływało z tego, kim był ten człowiek”. Utrzymywali z sobą kontakt do końca jego życia.. Mimo statusu kompozytora emigracyjnego, nie zerwał kontaktów z krajem. Wstąpił do Stowarzyszenia Młodych Muzyków Polaków (1937). Po wojnie ważną częścią jego działalności była popularyzacja muzyki polskiej we Francji przez organizowanie koncertów i dyskusji na temat polskiej kultury muzycznej. Nie zaniedbywał korespondencji z artystami mieszkającymi w kraju m.in. z Grażyną Bacewicz i Eugenią Umińską, która jako pierwsza wykonała jego Sonatę na skrzypce i orkiestrę, zdaniem prof. Leona Markiewicza – jedno z największych dzieł Michała Spisaka. W 1965 roku Związek Kompozytorów Polskich przyznał artyście doroczną nagrodę. Trudno, niezwykle trudno znaleźć słowa, aby mówić o tym, co prawdziwe, piękne, wzbudzające podziw i przywiązanie. Dlatego drży mi ręka, gdy mam pisać o Michale Spisaku – wspaniałym Witold Lutosławski. Piąte dziesięciolecie XX wieku to czas sukcesów Michała Spisaka i światowy rozgłos, do czego przyczyniły się nagrody za kompozycje, a w pierwszym rzędzie Premier Grand Prix na Międzynarodowym Konkursie Kompozytorskim im. Królowej Elżbiety w Brukseli (1953) za Serenadę na orkiestrę z 1939 roku. Ze względu na stan zdrowia, Michał Spisak na początku lat 60. prawie zaprzestał komponowania. Jego utwory były regularnie wykonywane na Warszawskich Jesieniach, Poznańskich Wiosnach Muzycznych i innych festiwalach muzyki współczesnej; znalazły miejsce w repertuarach krajowych filharmonii, rozbrzmiewały w europejskich salach koncertowych, m.in. londyńskiej BBC i w Lozannie. Stefan „Kisiel” Kisielewski wspominał: Spisak zdumiewał mnie: ten chorowity chłopak, chodzący o kulach, z biednej Dąbrowy Górniczej, czuł się w Paryżu jak u siebie, muzykę pisał wytworną, a jednocześnie zdyscyplinowaną formalnie niczym prawdziwy Francuz. Twórczość Michała Spisaka jest niemal wyłącznie instrumentalna. Charakteryzuje ją pewność techniki, widoczna w świetnej fakturze instrumentalnej, w przejrzystej polifonii i kolorystyce orkiestralnej. Kompozytor konsekwentnie realizował ideały Nadii Boulanger – dbałość o przejrzystość i zwięzłość formy, a także o emocjonalność, którą „odziedziczył” po Strawińskim. Swoje neoklasyczne utwory opierał na ruchu motorycznym urozmaicanym nagłymi akcentami i kontrastami dynamicznymi. To m.in. możemy usłyszeć w Koncercie na fortepian i orkiestrę z 1947 roku, w którym przewija się wyraźnie wyartykułowany ruch szesnastek, nadający niezwykle ekspresyjny charakter pierwszej części. Druga, Passacaglia zwraca uwagę ładną korespondencją pomiędzy fortepianem a „smyczkami”. Trzecią część kompozytor rozpoczyna melodyjnym tematem, nie pozbawionym wewnętrznego napięcia, oraz charakterystycznym ostinatowym motywem ósemkowym solowej partii fortepianu. Wykonywany staccato, wprowadza słuchacza w rodzaj transu, a efekt jest dodatkowo potęgowany dynamiką przeprowadzaną stopniowo od piana do forte, kiedy to pojawia się orkiestra. W zakończenie wprowadza ten sam motyw na tle brzmiących kotłów a następnie całej orkiestry, która ostatecznie wycofując się pozostawia solo subtelnie brzmiący fortepian.
Luigi Carlo Zanobi Salvadore Maria Cherubini (1760-1842)
Spośród kompozycji sakralnych, Requiem c-moll jest pierwszą z dwóch mszy żałobnych, skomponowanych przez Luigiego Cherubiniego. Kompozycją, która odniosła wówczas wielki sukces, zachwycali się szczególnie L. Beethoven, a później R. Schumann, J. Brahms i H. Berlioz. L. Cherubini skomponował to Requiem pamięci Ludwika XVI, króla Francji i Nawarry, straconego w 1792 roku podczas Rewolucji Francuskiej. Requiem należy do typu tzw. mszy wotywnych, które były zamawiane przez wiernych w intencji ulżenia cierpienia duszom w czyśćcu. Początkowe słowa Introitu pochodzą z 4. Księgi Ezdreasza: Requiem aeternam dona eis Domine – Wieczny odpoczynek racz im dać Panie. Kompozycja z czasem uniezależniła się od liturgii, stając się jedynie kompozycją koncertową. Luigi Cherubini był synem muzyka, urodzonym we Florencji w 1760 roku. Naukę rozpoczął w wieku sześciu lat u swojego ojca, Bartolomeo. Już jako trzynastolatek miał na swoim koncie wiele kompozycji kościelnych. W wieku dwudziestu lat otrzymał stypendium wielkiego księcia Toskanii, by studiować u Giuseppe Sartiego, także w Bolonii i Mediolanie. Większość jego wczesnych utworów to dzieła sakralne. Później zwrócił się ku muzyce operowej, by następnie powrócić do tematyki religijnej. Po działalności w Londynie, gdzie wystawił dla Teatru Królewskiego dwie opery seria i operę buffa, osiadł w 1786 roku w Paryżu. Przez pół wieku był dominującą osobowością francuskiego świata muzycznego, cenionym nauczycielem kompozycji w Konserwatorium Paryskim, a od 1821 także jego dyrektorem. We Francji spędził resztę życia. Jako kompozytor przejściowego okresu od klasycyzmu do romantyzmu przyczynił się do rozwoju opery francuskiej, był także mistrzem muzyki sakralnej. Ludwig van Beethoven nazywał Cherubiniego swoim największym rówieśnikiem. Zmarł w wieku 81 lat w Paryżu i tam też jest pochowany na cmentarzu Pere Lachaise, kilka metrów od grobu swojego przyjaciela Fryderyka Chopina. Reqiuem c-moll łączy mistrzowskie opanowanie kontrapunktu i dźwięku orkiestry z odpowiednią dramatyczną ekspresją. Istnieją dwie odmienne koncepcje Requiem. Komponuje się je albo jako utwór skłaniający do refleksji nad życiem i śmiercią, albo jako pompatyczną niemalże operę, opartą na biblijnych motywach. Pierwsze podejście znajdujemy w muzyce dawnej i klasycystycznej, to drugie – w muzyce romantycznej i neoromantycznej. Luigi Cherubini skomponował utwór, który łączy oba nurty ze wskazaniem na ten pierwszy. Co prawda, jest tu trochę „efektów specjalnych” – trąby i gongi, ale znajdziemy również wielogłosowość, charakterystyczną dla wcześniejszej muzyki sakralnej. Warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Pełen napięcia motyw powierzony wiolonczelom i fagotom przygotowuje wejście chóru i wprowadza nastrój powagi. Graduale w metrum trójdzielnym jakby kołysało modlitwę Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, którą ku zaskoczeniu kompozytor zakończył akordem durowym. Ciekawe, trzymające w napięciu jest Dies Irae, przyjemna – fuga pojawiająca się pod koniec Offertorium, majestatyczne – Sanctus, subtelne i pełne słodyczy – Pie Jesu ze wzruszajacą do głębi partią pierwszego klarnetu. Niesamowite jawi się Agnus Dei, które rozpoczynają instrumenty smyczkowe, przeprowadzając charakterystyczny dla tej części motyw rytmiczny. Piękne, wyciszające się stopniowo subtelne partie chóralno-orkiestrowe zachwycają w finale. Marta Sonsalla
Wykorzystanie zamieszczonych na stronie materiałów jest możliwe z zachowaniem praw autorskich.
|