|
Carl Maria von Weber (1786 – 1826)
Jego rodzice mieli własną trupę teatralną. Kiedy wysłano go do chóru chłopięcego w Salzburgu, studiował równocześnie u Michała Haydna, brata słynnego kompozytora. Naukę kontynuował w Wiedniu u Abbé Voglera. Był już wtedy po premierze swojego „Petera Schmolla i jego sąsiadów” (Augsburg, 1803). Miał zaledwie 17 lat, gdy został dyrygentem we Wrocławiu. Nie bez oporów reformował tamtejszą operę. Bardziej udało mu się to potem uczynić w Pradze i Dreźnie. Kompozytor, dyrygent i pianista wirtuoz, był także krytykiem, pisarzem i poetą. Istotnie przyczynił się do stworzenia niemieckiej opery romantycznej. Brawurowa i błyskotliwa jego twórczość operowa stała się ogniwem pośredniczącym między muzyką W.A. Mozarta i L. van Beethovena a F. Chopina i R. Schumanna. Kwintesencję operowego stylu Carla Marii von Webera przedstawiają trzy dzieła – „Wolny strzelec”, „Euryanthe” i „Oberon”. Uwertury do nich są arcydziełami formy i błyskotliwej instrumentacji. Należą do żelaznego repertuaru koncertowego. To małe poematy symfoniczne, poprzez kluczowe melodie dające obraz nastroju i dramatycznej treści oper. „Wolny strzelec” to nie najlepsze spolszczenie nieprzetłumaczalnego tytułu „Der Freischütz”, oznaczającego nie strzelca, który odzyskał wolność czy nie porusza się szybko, ale takiego, który strzela „wolnymi kulami”, latającymi, gdzie im się podoba. Berlińska prapremiera opery (18 VI 1821) okazała się ogromnym sukcesem. Już w listopadzie wystawił „Frejszyca” (tak pisali m.in. Fryderyk Chopin i Zygmunt Krasiński) Wiedeń, potem szybko opera przeszła przez wszystkie sceny niemieckie. W 1824 roku jednocześnie wystawiły ją cztery teatry londyńskie, m.in. Drury Lane i Covent Garden. Dwa lata później Fryderyk Chopin i Zygmunt Krasiński zachwycali się operą w Warszawie. Uwertura w swobodnie potraktowanej formie allegra sonatowego cytuje najważniejsze tematy opery, streszcza ją. Nie przetwarza tematów na sposób klasyczny, ale ukazuje je w różnych barwach instrumentalnych. Znakomicie oddaje nastrój dramatu myśliwego, który zaprzedał się złym mocom a którego od zguby ratuje czysta miłość dziewczyny. Temat ten zaczerpnięty został z XV-wiecznej niemieckiej legendy o „wolnych kulach” we władzy szatana. Chór czterech rogów na początku uwertury znakomicie oddaje romantyczną wizję myśliwego w lesie. W dalszym toku utwór symbolizuje zwycięską walkę dobra ze złem. Zło, oddane ciemnymi barwami najniższych rejestrów skrzypiec, altówek i basów, niskimi tonami klarnetów czy rogów oraz głuchymi uderzeniami kotłów, pokonują jasna barwa orkiestry, czyste harmonie i melodia miłosnej pieśni. W operze śpiewa ją Agata, w uwerturze wprowadza ją klarnet a błyskotliwie podejmuje cała orkiestra.
Sir William Walton (1902 – 1983)
Królowa nadała mu tytuł szlachecki w 1951 roku. Wraz z Michaelem Tippetem uważany jest za głównego kompozytora brytyjskiego pomiędzy Vaughanem Williamsem a Benjaminem Brittenem. Syn nauczyciela muzyki, William Walton (1902-1983) komponować zaczął już w wieku 12 lat. Miał zaledwie szesnaście, gdy rozpoczął studia w Oksfordzie. Nie ukończył ich jednak; mimo dobrych wyników z muzyki, utknął na egzaminie nazywanym responsions. Nie powrócił do rodzinnego miasteczka, ale zamieszkał w Londynie u rodziny starszej koleżanki z Oksfordu, Sacheverell Sitwell. Jej brat i siostra byli pisarzami. Do wierszy Edith Sitwell William Walton napisał Façade – „widowisko” na mówcę i mały zespól instrumentalny, którego premiera w 1922 roku przyniosła mu sławę. Ugruntowały jego pozycje napisane później utwory symfoniczne, jak m.in. Sinfonia concertante na fortepian i orkiestrę, oratorium Uczta Baltazara, I Symfonia, Koncert skrzypcowy, napisany dla Jaschy Heifetza. Był bardzo krytyczny wobec własnej twórczości, wiele partytur rewidował, wycofywał z obiegu. Koncert na altówkę i orkiestrę William Walton skomponował na zamówienie dyrygenta Thomasa Beechama dla Lionela Tertisa, który jednak kompozycję odrzucił. Utwór publicznie po raz pierwszy wykonał w 1929 roku Paul Hindemith podczas londyńskiego Promenade Concert. Lionel Tertis, który rozsławił altówkę jako instrument solowy, swoją pierwszą opinię o zbyt mocno naciąganych innowacjach języka muzycznego w utworze Williama Waltona z czasem zmienił. Często wykonywał potem ten koncert o bardzo tęsknej atmosferze. Wydaje się, że planem własnej kompozycji angielski kompozytor uczynił I Koncert skrzypcowy S. Prokofiewa, ale odnajduje się w nim także echa I. Strawińskiego, M. Ravela, P. Hindemitha i G. Gershwina. Osadzony w modernizmie lat 20. ubiegłego wieku, utwór nie pozbawiony jest błyskotliwego humoru. W partii altówki Walton zastosował: szybkie figuracje, grę w skrajnych rejestrach, przebiegi szesnastkowe, zmienne akcenty, bogatą chromatykę, flażolety, dwudźwięki, akordy, komplikacje rytmiczne i metryczne, zmienna artykulację, różnorodną agogikę i szeroką skalę dynamiczną. Kompozytor dwukrotnie zmieniał instrumentację. W pierwszej wersji orkiestra brzmiała bez harfy i instrumentów perkusyjnych, z wyjątkiem kotłów, z podwójną obsadą instrumentów dętych drewnianych. W roku 1962 kompozytor wprowadził potrójny skład instrumentów dętych drewnianych, eliminując trąbkę i tubę, a dodając harfę. Wykazał dbałość o linię głosową poszczególnych instrumentów. Dla uwypuklenia kontrastu wyrazowego w pełni wykorzystał ich skale i możliwości brzmieniowe. Efektowny i ciekawy ten utwór wymaga od wykonawcy dużej sprawności warsztatowej, biegłości, wirtuozerii, wrażliwości muzycznej i umiejętności objęcia całej formy.
Sergiusz Rachmaninow (1873 – 1943)
Gdy w 1917 roku opuścił Rosję, długo, przez prawie 10 lat nie tworzył. Sporo występował. Ciągłe nagrania i koncerty, koncerty i nagrania miały zapewnić rodzinie byt. Skutecznie, bo od 1926 roku kompozytor często odwiedza Europę, a w 1930 roku w Szwajcarii buduje dom. Opuści go z rodziną w 1939 roku w przeczuciu nadciągającej nad Europę wojny. Z czasem, powoli powracał Sergiusz Rachmaninow (1873-1943) do komponowania. Po IV Koncercie fortepianowym, Rapsodii na temat Paganiniego, w połowie lat 30. ubiegłego wieku napisał III Symfonię. Jej prawykonanie w Filadelfii, 6 listopada 1936 roku poprowadził Leopold Stokowski. Wiele w niej zaczerpnął z kultury kraju, w którym osiadł – sporo z błyskotliwości amerykańskich orkiestr, z rytmicznej energii jazzu, od George’a Gershwina. Oryginalnie przez ów amerykański pryzmat pobrzmiewa wzorowany na Czajkowskim romantyzm Sergiusza Rachmaninowa. Nie przypadkiem głęboko nostalgiczna Symfonia a-moll szybko nazwana została Rosyjską. Zapewne zawdzięcza to typowej dla muzyki rosyjskiej, szerokiej, śpiewno-lirycznej melodyce tematów. Pobrzmiewają też w tej Symfonii echa starych śpiewów cerkiewnych. Takie archaiczne rysy ma, łączący wszystkie trzy części Symfonii, motyw przewodni, który rozbrzmiewa już na samym wstępie. W burzliwej gradacji prowadzi on do głównego tematu I części – Allegro moderato. Rozbudowany drugi temat prezentują kolejno wiolonczele i skrzypce. Pokazuje on, jaki wspaniały autor melodii odrodził się w Rachmaninowie po latach milczenia. Motyw przewodni odzywa się także na początku II części dzieła – Adagio ma non troppo. Do falującego pierwszego tematu bezpośrednio dołącza się żywy temat drugi. W pełniącym rolę scherza, środkowym ogniwie tej części Symfonii ponownie pojawiam się motyw przewodni. Ruchliwe to ogniwo ma nieco demoniczny charakter. Allegro – trzecia część Symfonii – oznacza się sporą formalną swobodą. Energiczny temat główny przetwarza w formie fugata. Drugi temat tej części ma wyraz liryczny. Choć pod koniec przetworzenia cytuje kompozytor, znany i z innych jego utworów, motyw Dies irae (Dzień gniewu), zakończenie utrzymane jest w pogodnym nastroju. Był XIX-wiecznym romantykiem, któremu w nowym stuleciu trudno było się odnaleźć. Sam Sergiusz Rachmaninow wyznał: – Nie umiem ani się pozbyć starego sposobu komponowania, ani opanować nowego. Czynię usilne starania, aby wyczuć dzisiejszą muzykę, ale mi się to nie udaje. Tworzył swoją muzykę. III Symfonia dowodzi, że za Robertem Hardcastlem z przekonaniem możemy powtórzyć: Gdyby Rachmaninow mógł więcej swego geniuszu przekazać potomnym jako kompozytor, a mniej współczesnym jako pianista, kto wie, jakie jeszcze znakomite jego dzieła moglibyśmy dziś podziwiać… Marek Skocza
Wykorzystanie zamieszczonych na stronie materiałów jest możliwe z zachowaniem praw autorskich.
|